Relacja z rejsu Pirapolis- Rio Gallegos (19.11.2018- 05.12.2018)

Po kilkumiesięcznej przerwie ruszyliśmy z Pirapolis do Rio Gallegos.

Po długim postoju jachtu w porcie i 2-miesięcznym przygotowaniu go do sezonu czas wyruszyć ponownie na Ocean

 

Pierwsze trudności ;)

Wieczorem 19.11.2018r. wypłynęliśmy z portu. Szybko okazało się, że początek trasy to dość aktywny akwen. Pierwsza wachta i takie wyzwanie – przejście szlaku do Montevideo i Buenos Aires oraz przez wielkie kotwicowisko, z myślą że w każdej chwili jakiś stalowy potwór może ruszyć.

btr

 

Zmaganie z wiatrem

Dalsza droga to już tylko zmaganie z wiatrami i prądami morskimi. Raz wieje z dobrego kierunku, potem przez kilka dni flauty, żeby znów zawiało z innego kierunku.

Halsowanie na wiatr to zawsze mało efektywne dążenie do celu. Niby płyniemy kursami ostrymi, ale wiatr nadal odkręca i po nocy znajdujemy się w tym samym miejscu co poprzedniego dnia. Im dalej na południe tym bardziej doświadczamy większej  zmienności warunków atmosferycznych. Trzeba być coraz bardziej czujnym, bo wiatr w kilka minut zmienia się od 0 do 50 węzłów. Mogą przejść nagłe szkwały z totalnie innego kierunku niż wiatr stały. Oczy dookoła głowy i szybka praca żaglami. Zmienianie refów grota i szybkie zrzucanie całych żagli przećwiczone do perfekcji. Jedyne co, to brak świeżej ryby. Wyznaczenie nagrody dla pierwszej osoby, której uda się coś złowić nie pomaga. Może za słaba nagroda, ale nadal wisi i czeka na zwycięzcę.

 

Zatrzymani przez Ocean

W pewnym momencie przechodzą nam myśli, że Atlantyk nas porwał i nie chce wypuścić. Tak kręci wiatrem, że nie możemy dopłynąć do żadnego lądu. Nasz rejs z założonego czasu 10-14 dni z Piraipolis do Ushuaia się przeciąga. Nawet wieloryby były szybsze. Docieramy do Rio Gallegos. I tutaj przed wejściem czeka na nas niespodzianka. Przywitały nas Delfiny Czarnogłowe ale i niepodziewany silny wiatr, uniemożliwiający nam wpłynięcie do miasta. I tak omija nas jeden przypływ, później drugi. W końcu wiatr się uspokaja i możemy wykorzystać 3 przypływ.

 

Ach te porty...

W Rio Gallegos, obiecanym porcie okazuje się że portu nie ma. Stoimy na kotwicy, a Prefektura nie wie co ma z nami zrobić, bo ostatni jacht był tutaj 2 lata temu. Na szczęście wszystko się udało i wymieniliśmy załogę.

Dodaj komentarz

https://chiefone.eu/wp-content/themes/yachtsailing