NON STOP SOLO i Dzieci

NON STOP SOLO i Dzieci. Czyli krótka opowieść jak wyprawić tatę (przyjaciela) w podróż dookoła świata.

Przygotowania projektu Non Stop Solo trwały… z mojego punktu widzenia od zawsze, odkąd znam Wodza. Z technicznego punktu widzenia zaczęły się na rok przed próbą. Z punktu widzenia naszej córki, chyba dopiero w momencie gdy dotarło że tata wypływa, tu i teraz. Oczywiście że była „na remoncie”

Oczywiście, że przygotowywała się do tego i kibicowała, i oczywiście że brała czynny udział w ostatecznym przygotowaniu. Nawet napisała dla taty listy. Każdy z niespodziankami, na każdy tydzień podróży, zawartość tych kopert to dzieło córek, znajomych i krewnych Irka. Podobno było miło otwierać i czytać.

W trakcie rocznych przygotowań Irkowi pomagali pracownicy, wspólnik i przyjaciele wykonując kawał ogromnej pracy przy remoncie jachtu. Ostateczne przygotowania, wkręcanie zapomnianych śrubek, nawlekanie dryfkotwy, przeglądy sprzętu po przeprowadzeniu jachtu z Polski, wietrzenie, sprzątanie, sztauowanie, odbywało się na Teneryfie w Santacruz, już w małym gronie ochotników i przy życzliwości osób nowo poznanych.

 

We wszystkim z uśmiechem na twarzy do ostatniego momentu brała udział czynnie nasza dwunastolatka. Na zwiedzanie i relaks czas był wieczorami.

Dzieci pomagały z wielkim zaangażowaniem. Był największy w ich życiu pokaz fajerwerków, oglądany z pokładu Chief One,

Były atrakcyjne wjazdy na maszt by przezwyciężyć swoje lęki.

 Keja kipiała od naszej pracy.

Ale po kilku dniach były też pożegnania. I nagle w głowie dziecka przestawiło się, dotarło. Tata wypływa, wróci ale przez chwilę kontakt będzie utrudniony i dziecko pękło. Bez huku i nie rozpadło się na kawałki, ale pękło nagle, spektakularnie i nie mogło się uspokoić.

Tu ukłon w stronę poznanego na teneryfie kapitana Tomka „Ryby”. Jego udział w pożegnaniu, umożliwienie odprowadzenia taty za główki portu na pokładzie jachtu  "Kapitan 2", pomachania… rozciągnął ten czas pożegnania na tyle, by emocje wróciły do równowagi.

Cała wyprawa na Teneryfę, udział w wyprawieniu taty na wyprawę w kierunku spełniania marzeń, był emocjonalnie najważniejszym wydarzeniem w życiu tej młodej damy. Fakt że pokazaliśmy jej że można, że warto, że konsekwencja w dążeniu do celu, że wsparcie przyjaciół i rodziny jest bardzo ważne, jest jednym z naszych największych wspólnych osiągnięć. Bo chcieć to móc. Jedyne zagrożenie jakie w tym wszystkim widzę, jako mama takiego super dzieciaka, to to że kiedyś naładowana tymi przygodami, tą dobrą energią, tymi marzeniami powie: mamo, tato – chcę płynąć dookoła świata – i w ramach rodzicielskiej konsekwencji nie pozostanie nam nic jak tylko ją do tej wyprawy przygotować.

ps. W tajemnicy liczę tylko na to że wyjątkowo stadna natura odziedziczona po rodzicach nie pozwoli jej płynąć dookoła świata SOLO.

 

https://chiefone.eu/wp-content/themes/yachtsailing