Autor: Joanna

NON STOP SOLO i Dzieci

NON STOP SOLO i Dzieci. Czyli krótka opowieść jak wyprawić tatę (przyjaciela) w podróż dookoła świata.

Przygotowania projektu Non Stop Solo trwały… z mojego punktu widzenia od zawsze, odkąd znam Wodza. Z technicznego punktu widzenia zaczęły się na rok przed próbą. Z punktu widzenia naszej córki, chyba dopiero w momencie gdy dotarło że tata wypływa, tu i teraz. Oczywiście że była „na remoncie”

Oczywiście, że przygotowywała się do tego i kibicowała, i oczywiście że brała czynny udział w ostatecznym przygotowaniu. Nawet napisała dla taty listy. Każdy z niespodziankami, na każdy tydzień podróży, zawartość tych kopert to dzieło córek, znajomych i krewnych Irka. Podobno było miło otwierać i czytać.

W trakcie rocznych przygotowań Irkowi pomagali pracownicy, wspólnik i przyjaciele wykonując kawał ogromnej pracy przy remoncie jachtu. Ostateczne przygotowania, wkręcanie zapomnianych śrubek, nawlekanie dryfkotwy, przeglądy sprzętu po przeprowadzeniu jachtu z Polski, wietrzenie, sprzątanie, sztauowanie, odbywało się na Teneryfie w Santacruz, już w małym gronie ochotników i przy życzliwości osób nowo poznanych.

 

We wszystkim z uśmiechem na twarzy do ostatniego momentu brała udział czynnie nasza dwunastolatka. Na zwiedzanie i relaks czas był wieczorami.

Dzieci pomagały z wielkim zaangażowaniem. Był największy w ich życiu pokaz fajerwerków, oglądany z pokładu Chief One,

Były atrakcyjne wjazdy na maszt by przezwyciężyć swoje lęki.

 Keja kipiała od naszej pracy.

Ale po kilku dniach były też pożegnania. I nagle w głowie dziecka przestawiło się, dotarło. Tata wypływa, wróci ale przez chwilę kontakt będzie utrudniony i dziecko pękło. Bez huku i nie rozpadło się na kawałki, ale pękło nagle, spektakularnie i nie mogło się uspokoić.

Tu ukłon w stronę poznanego na teneryfie kapitana Tomka „Ryby”. Jego udział w pożegnaniu, umożliwienie odprowadzenia taty za główki portu na pokładzie jachtu  “Kapitan 2”, pomachania… rozciągnął ten czas pożegnania na tyle, by emocje wróciły do równowagi.

Cała wyprawa na Teneryfę, udział w wyprawieniu taty na wyprawę w kierunku spełniania marzeń, był emocjonalnie najważniejszym wydarzeniem w życiu tej młodej damy. Fakt że pokazaliśmy jej że można, że warto, że konsekwencja w dążeniu do celu, że wsparcie przyjaciół i rodziny jest bardzo ważne, jest jednym z naszych największych wspólnych osiągnięć. Bo chcieć to móc. Jedyne zagrożenie jakie w tym wszystkim widzę, jako mama takiego super dzieciaka, to to że kiedyś naładowana tymi przygodami, tą dobrą energią, tymi marzeniami powie: mamo, tato – chcę płynąć dookoła świata – i w ramach rodzicielskiej konsekwencji nie pozostanie nam nic jak tylko ją do tej wyprawy przygotować.

ps. W tajemnicy liczę tylko na to że wyjątkowo stadna natura odziedziczona po rodzicach nie pozwoli jej płynąć dookoła świata SOLO.

 

read more

Chief One Expeditions przygoda nie tylko dla twardzieli

Chief One Expeditions przygoda nie tylko dla twardzieli.

Asia – może święta spędzić inaczej?

– Zapytał Irek Wodzu tuż przed swoim planowanym wypłynięciem w rejs Non Stop Solo dookoła świata. A ja jak zwykle swoje – „jasne, ale ja z dziećmi.”
Chief One był już przygotowany do pływania solo, warunki raczej spartańskie, ale przecież jestem zwolennikiem myśli że nie ma rzeczy niemożliwych, a dzieci można wszędzie zabrać. Pytanie czy kapitan i reszta załogi to zniesie?

Pływanie z własnymi dziećmi dla mnie nie jest problemem.

Ida lat 12 ma już za sobą kilka rejsów, Olgierd chociaż niespełna sześciolatek jest również zaprawiony w bojach morskich. Na nieszczęście reszty załogi to żywe sreberko, więc by popłynąć w rejs z Lizbony na Teneryfę potrzebna była ich zgoda, mniej lub bardziej świadoma.
Wojtek Madej który ciągnął Chief Ona z Polski poznał dzieciaki na tyle dobrze, że perspektywa pływania z nimi nie była mu straszna. Chief One już gościł młodych podróżników rok wcześniej i wiadomo było że jacht jest na tyle mocny by przetrwać najazd szarańczy. Ale czy Szarańcza się nie zanudzi na śmierć w długim przelocie po oceanie? Jak zorganizować wigilię i najważniejsze dla dzieci co z prezentami? Dochodzi jeszcze jeden problem młody jest gluten free – freek można by też nazwać, ale ta cecha jest do opanowania.

Chcieć to móc worki spakowane, zabawki spakowane, wigilia rodzinna zorganizowana, mini święta zorganizowała babcia więc wymarzone prezenty trafiły w ręce dzieciaków. Bo przecież Boże Narodzenie z rodziną jest ważne, ale kto powiedział że musi być 24 grudnia? Bilety kupione, można lecieć.

A jak tylko wylądowaliśmy w Lizbonie, wszystko stało się łatwiejsze. Lizbona świąteczna, ustrojona w światła i choinki przywitała nas dość ciepło.


Wesoło dzwoniły żółte tramwaje a my poznawaliśmy nowe miejsca.

Jacht, woda, nowe miejsce, nowi ludzie, przygoda…przygoda…każdej chwili szkoda.

Chief One cumował w pięknym Cascais, urokliwym miasteczku z cudownymi małymi uliczkami, pokrytymi czarno-białym brukiem .

Stąd właśnie zaczęliśmy naszą podróż przez ocean.

Cztery doby na wodzie obfitowały w atrakcje życia pokładowego, i ciekawe spotkania z przyrodą. Po przezwyciężeniu choroby morskiej, wstrętu do słodyczy, które w zbyt dużej ilości według mojego syna powodują mdłości (szkoda że tylko na morzu to działa). Rytm dobowy nam się ustabilizował.

24 grudnia ubraliśmy choinkę,

a Irek Chwołka przez telefon satelitarny podał naszą pozycje Świętemu Mikołajowi. Dzięki temu każdy załogant i mały, i duży dostał jakiś drobiazg.

W życie na pokładzie dzieci zaangażować łatwo, im dalej od starego kontynentu, tym pogoda sprzyjała bardziej aby spędzały na nim każdą wolną chwilę

Na szczęście ocean nagradzał wytrwałość dzieciaków i za nim pojawił się na horyzoncie zarys Teneryfy odwiedziły nas delfiny

Czy warto pływać z dziećmi? Czy Chief One nadaje się na wyprawy z najmłodszymi?

Wystarczy się przyjrzeć ich roześmianym twarzom by wiedzieć że to wielka frajda.

 

Na kolejne części relacji z rejsów z dziećmi zaprasza matka wariatka czyli Joanna Łupińska.

 

read more

CHIEF ONE Pierwsze spotkanie z kolosem.

CHIEF ONE Pierwsze spotkanie z kolosem.

Sardynia 2017 – ferie zimowe, tak zimowe więc normalnie o tej porze roku powinnam pakować ciepłe kurtki, bieliznę termoaktywną i w góry, ale ten rok miał być inny.

Zamiast na narty polecieliśmy na skalistą włoską wyspę i mimo zimy wcale nie pakowaliśmy śniegowców i ciepłych skarpet. Nie miał to być rejs, raczej wyprawa by pozwiedzać, przepłynąć się kawałek odkryć nowe miejsca. Ale każda wyprawa musi być pod jakimś hasłem więc ta miała być w poszukiwaniu SAN ESCOBAR.

Zrobiłam dla całej załogi koszulki, w których cała ekipa prezentowała się zacnie

Spakowaliśmy walizki i w drogę.

78 stóp, poza dechami Zawiasa i promem z Calais do Dover, moja noga nigdy wcześniej nie stała na takim wielkim pokładzie. Zdjęcia które widziałam gdy Irek kupił to cudo nie oddawały wielkości i na dodatek maszt – widoczny z daleka, 32 metry nad poziomem wody, robił wrażenie.

Dla dzieciaków kolos stanowił nowość więc z ciekawością zaglądali w każdy zakamarek.

Nie mogliśmy doczekać się wyjścia w morze, choć wiedzieliśmy że to nie będzie długa wycieczka, jacht wymagał nieco przygotowań do dziewiczego rejsu o którym poczytać możecie w relacji Wojtka Madeja.  Okazało się że jacht pływa

i można na nim odkrywać nieznane lądy, łowić z pokładu, lub bardziej udawać że się łowi

read more
https://chiefone.eu/wp-content/themes/yachtsailing